15 Kwiecień 2009
Biedronka kierowców też ma dyskontowych
Autor: Michał. Kategorie: Blogger; Trening .
W dniu dzisiejszym miałem małą sprawę do załatwienia w Jaworznie, a ponieważ nie chciałem rezygnować z treningu to pojechałem rowerem. Tym samym mój dzisiejszy trening był w całość zlokalizowany na szosie. Trasa z Katowic do Jaworzna przez Mysłowice biegnąca główną droga nie jest jednak najprzyjemniejszym miejscem dla działań treningowych.
O godzinie 15:05 na drodze krajowej nr 79 pomiędzy Mysłowicami a Katowicami minął mnie ciągnik siodłowy z naczepą w barwach marketów Biedronka. Prędkość prawdopodobnie w okolicach 90-100 km/h. Nie zapamiętałem rejestracji, ale udało mi się uchwycić numer naczepy – 4306. Kierowca nie wykazał najmniejszej chęci wyminięcia mnie w bezpieczniej odległości. Mój bark został minięty zaledwie o 20 cm i to nie dlatego, że kierowca tak dobrze wymierzył odległość. Widząc co się dzieje przytuliłem się do barierki ograniczającej jezdnię. Już nie pamiętam jaką wiązankę wykrzyczałem za oddalającym się TIRem. Emocje same chciały się uwolnić.
Nie jestem nowicjuszem i swoje po polskich drogach już wyjeździłem. Nie pierwszy raz zostałem też tak potraktowany. Nawet kilka razy dzisiaj, ale nie tak karygodnie. W praktyce większość kierowców mija rowerzystów nie zachowując ustawowego metra. O ile w przypadku samochodów osobowych nie robi to już na mnie takiego wrażenia, bo przy długości 4 m takiego pojazdu za chwilę nie ma. Ciężarówka ma jednak kilkakrotnie większą długość i przy jej powierzchni może po prostu rowerzystę zdmuchnąć. To akurat najbardziej szczęśliwy scenariusz, bo jeśli ją zahaczymy to spod kół już żywych nas nie wyciągną. Media starają się wmówić, że świadomość ekologiczna Polaków rośnie. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam. Pod moim blokiem do dziś nie ma kontenerów do segregacji odpadów, bo to się ponoć już nie opłaca. Rowerzyści na co dzień nie są szanowani na drodze przez kierowców. Piesi z kolei ostentacyjnie spacerują po nielicznych ścieżkach rowerowych. Rowerzysta nie może czuć się w Polsce bezpiecznie, a tym samym trudno jest namówić społeczeństwo do zmiany przyzwyczajeń i przesiadki na rowery. Zielonymi sloganami nie zmienia się społecznych zachowań.
Temat nie jest nowy i każdy rowerzysta może zapewne podpisać się pod spodem swoją historią. Mnie pozostaje mieć nadzieję, że czytelnicy tego bloga już od dawna jadąc samochodem omijają rowerzystów szerokim łukiem. To naprawdę nie jest trudne, zwykle wystarczy zjechać do środka jezdni i troszkę zwolnić. Kierowcy dużych ciężarówek mają znacznie trudniej, ponieważ by wyminąć rowerzystę muszą mieć wolny drugi pas jezdni. Dlatego staram się pozdrawiać prowadzących pojazdy, którzy wykazali chęci by ominąć mnie w bezpiecznej odległości. Mam nadzieję, że widząc w lusterku moją podniesioną w podziękowaniu z otwartą dłonią rękę, nie zawahają się zwolnić przy omijaniu następnego rowerzysty.
Komentarze (7)
ganewa:
19 kwi 2009 o 23:08.
Jechałam dziś przez Giszowiec do Mysłowic, a w związku z remontem wiaduktu na Giszowcu, jest wyznaczony krótki objazd. Jadąc tamtędy, zobaczyłam sterty śmieci w lesie… to są po prostu małe wysypiska. Nie pierwszy raz oczywiście taki widok zobaczyłam. Ale zawsze tak samo mnie to uderza i wkurza. I myślę sobie, że skoro wzrasta nasza świadomość ekologiczna, to jednocześnie rośnie chyba nasza ignorancja. Bo skoro ktoś wyrzuca do lasu śmieci i robi to ze świadomością wszystkich konsekwencji, jakie grożą przez to przyrodzie, to jedynie ignorantem można go nazwać. Taka oto refleksja mnie naszła po przeczytaniu Twojego tekstu, no to napisałam…;)
A co do rowerzystów… To fakt wiele razy widziałam jak piesi chodzą po ścieżkach wyznaczonych dla rowerów i jak kierowcy traktują rowerzystów. Ale równie wiele razy widziałam jak rowerzyści, mimo wyznaczonej ścieżki, jadą chodnikiem lub drogą… To po prostu działa w dwie strony.
michalD:
19 kwi 2009 o 23:12.
W moim rodzinnym miescie (Tychy), ktory szczyci sie „jedna z najwiekszych sieci sciezek rowerowych na slasku”, sciezki rowerowe praktycznie nie istnieja. ok 90% z nich to poprostu paski namalowane na chodniku (ktory zwykle jest tak waski ze ludzie sie ledwie na nim mieszcza, a co dopiero 2 mijajace sie rowery…). No coz taki mamy system – kierowcy z Biedronki, sciezki rowerowe, swiadomosc ekologiczna – to wszystko produkt zastepczy. Podobnie jak wyroby czekoladopodobne za czasow PRLu.
SAG:
20 kwi 2009 o 8:49.
Ja z to rzadko wyjeżdżam na miasto na rowerze, za to jestem doświadczonym kierowcą. Byłem w szoku kiedy pewnego razu musiałem przejechać się na rowerze po mieście. Czułem się tak jakby nikt mnie nie zauważał. Jakbym był po prostu niewidzialny. W ciągu 10 min jazdy 3 razy ktoś wymusił pierwszeństwo, 2 razy zostałem niesłusznie strąbiony, 1 prawie „zgranięty” przez jadący samochód.
Michał:
20 kwi 2009 o 9:03.
Bardzo Wam dziękuję za te wypowiedzi. Jest to temat rzeczywiście bardzo słabo rozwiązany w Polsce. Ewo nie mam zamiaru bronić rowerzystów też mają swoje za uszami. Głównie dlatego, że wiele z tych osób to młodzież nie posiadająca prawa jazdy, a przyznawanie karty rowerowej to bardzo często fikcja.
Karygodne jest zachowanie pędzącego rowerzysty po chodniku, po którym chodzą ludzie, ale jeśli rowerzysta bardzo uważa i jedzie bo po prostu boi się wyjechać na drogę to ja go rozumiem. Sam czasem nie wjeżdżam na tzw. istniejącą ścieżkę rowerową. Bo po co mam to robić gdy trzeba wskoczyć na wysoki krawężnik a za 200 m z niego zeskakiwać w przerwę pomiędzy pędzącymi samochodami. Jeśli ścieżka jest dłuższa, albo nie wiem, że za chwilę się skończy to oczywiście wolę nią jechać.
I ostanie co mi teraz przychodzi do głowy. Swojego czasu zajmowałem się tematem ścieżek rowerowych, a ponieważ było to chyba dwa lata temu to nie chcę skłamać. Moje spostrzeżenia były takie. W Katowicach trudno znaleźć odcinek prawidłowo wykonanej ścieżki rowerowej (zgodnie z przepisami budowy takich dróg), a na pewno nie ma ani jednego odcinaka wybudowanego zgodnie z sugestiami rowerzystów. Jest kompletny brak połączeń pomiędzy takimi ścieżkami, a z wielu projektów nie da się skorzystać. Dla przykładu podam ścieżkę rowerową przy ul. Roździeńskiego od strony gwiazd. By przejechać około 2 km rowerzysta złamie przepisy 12 razy. Nie dlatego, że jest mu wygodnie. Ścieżka jest kompletnie źle oznakowana i zbudowana. Projekt ostatnich lat…
michalD:
20 kwi 2009 o 10:02.
No niestety tak sie w Polsce budowalo, buduje i pewnie przez lata jeszcze bedzie budowalo. I nie chodzi tylko o sciezki rowerowe, ale ogolnie – Tychy sa tego swietnym przykladem – miasto budowano w szczerym polu, ale poryta wizja architektow doprowadzila do tego ze nie ma sprawnej sieci drog, zamiast tego jest 3000 skwerkow o wymiarach 10x10m ktore w ostatnich latach zamieniono na wysepki na rondach;]
Pomijam takie cuda jak pod domem moich starszych, gdzie w poprzek 2 pasmowej ulicy (ograniczenie do 60km/h -> srednia predkosc samochodow 130km/h) ktos wymyslil sobie przecinke z jednej drogi gruntowej na druga… oczywiscie nie ma tygodnia zeby cos sie nie rozbilo w tym miejscu. Aaa no i bym zapomnial przez srodek tego „skrzyzowania” leci sciezka rowerowa – ale jest tak dziurawa ze i tak nikt nia nie jezdzi.
Wojtek:
22 kwi 2009 o 18:11.
Smutne ale prawdziwe. Chociaż to działa w dwie strony. Nie jeden raz musiałem zwalniać samochodem prawie do zera, bo rowerzysta jadący przede mną zamiast poboczem (asfaltowym, nie żebym wymagał od ludzi jazdy po gruzie i żwirze) jechał po jezdni pół metra od linii pobocza, mimo że widział sznur aut jadących z naprzeciwka i musiałem czekać, aż ten sznurek przejedzie, żeby go wyprzedzić.
Ale, zarówno w autach jak i na rowerach, są ludzie i parapety.
Pozdrawiam!
Michał:
22 kwi 2009 o 18:33.
Wypada czekać na wzrost kultury z każdej strony. Niestety znacznie odbiegamy z kulturą komunikacyjną od zachodniej Europy.













