27 Kwiecień 2009
Ten straszny dźwięk o 5:20
Autor: Michał. Kategorie: Trening .
O takiej właśnie godzinie po raz kolejny w moim pokoju rozległ się dźwięk budzika ustawionego w komórce. Jak co tydzień przez głowę przechodzą szybko myśli. A może bym się dziś wyspał, wczoraj przecież do późna przygotowywałem materiały o wyprawie. Głowa myśli swoje, ale ja już stoję na równych nogach by wyłączyć tą syrenę, która zaraz obudzi cały dom.
Za późno, rodzice się rozbudzili, ale w zrozumieniu dla tego co robię przewracają się na drugi bok. Tata i tak za kilkanaście minut wstaje, bo bez sensu już zasypiać. Ja swoje pierwsze kroki kieruję do kuchni i nastawiam wodę na herbatę. Potem prosto do łazienki na szybką poranną toaletę. W połowie mycia zębów czajnik kończy gotowanie wody, więc wracam by zalać dwie herbaty. Kończę toaletę i budzę siostrę, która czasami jedzie ze mną na treningi. Ubieram się błyskawicznie, zjadam małą kromkę, zapijam herbatą i wychodzimy. Wsiadamy do samochodu i do 15 minut jesteśmy w Siemianowicach Śląskich – Michałkowicach na basenie.
Basen jest bardzo fajny i pływa się tu bardzo przyjemnie. Często można tu spotkać na torze znacznie starsze osoby, które pływają trochę wolniej. Ale, pływają! Wtedy wymuszony jest z mojej strony dodatkowy wysiłek w postaci sprintów przy wyprzedzaniu. Dziś znów podbiłem poprzeczkę o 10 długości (70). Myślę, że za tydzień spokojnie w ciągu tych kilkudziesięciu minut uda mi się przepłynąć 80 basenów (25 metrów).
Pozostaje mi się jeszcze gęsto tłumaczyć dlaczego na basen nie dojeżdżam rowerem, a jest to przecież możliwe. Po pierwsze ze względu na obecne warunki lokalowe posiadam jedynie sportowy rower, który jest dla mnie zbyt cenny by okresowo zostawiać go przy basenie. Nie załatwiałem sobie specjalnego miejsca na rower na czas treningu. Po drugie w godzinach, w których jestem na basenie zwykle jest dość zimno. Jadąc niedosuszony rowerem tylko bym się prosił o chorobę, a ta zniweczyłaby z pewnością pracę kilkunastu dni treningu. Po trzecie zwykle mam ograniczony czas, na przykład muszę dowieźć siostrę na 8 na zajęcia lub oddać samochód rodzicom. Na swoje usprawiedliwienie dodam jeszcze, że gdy pracowałem to codziennie jeździłem rowerem do pracy, ponieważ załatwiłem sobie miejsce do przechowywania sprzętu. Jest więc to możliwe.
Komentarze (13)
Gosia:
27 kwi 2009 o 14:23.
A propos zostawiania roweru – jak to jest na takiej wyprawie, kiedy śpi się pod namiotem? Stosuje się jakieś specjalne zabezpieczenia?
Michał:
27 kwi 2009 o 14:34.
W Norwegii nikt nie nie ruszy własności innej osoby. Zasadniczo nie powinno być problemów z oparciem roweru o drzewo i pozostawieniem bez zabezpieczeń. Często słyszałem od Polaków złośliwe komentarze, że jeśli nie spotkam Polaków to nikt mnie nie okradnie. No cóż taką mamy sami o sobie opinie. Potwierdzają to min. polskie firmy obiecujące pracę za granicą, a potem pozostawiające rodaków bez dachu nad głową.
Zabieram ze sobie prostą linkę do mocowania roweru na czas noclegu i postojów, ale w miejskiej rzeczywistości takie zabezpieczenie można otworzyć w 2 sekundy. Przyda się może jednak na okazje gdy będę musiał na parę godzin pozostawić rower i iść na wycieczkę. Bagaż w sakwach pozostaje jednak niezabezpieczony. Istnieją różnego rodzaju stalowe siatki z metalowych linek, ale nie mam zamiaru obciążać się zabezpieczeniami. Jadę do Norwegii po przygodę, a nie po guza. Chciałbym pokazać jak piękny jest ten kraj również pod tym względem.
M.:
27 kwi 2009 o 17:58.
O 5:20 na nogach? Cały czas podziwiam Twoja determinację :) O której planujesz wstawać w Norwegii?
Czajna:
27 kwi 2009 o 18:35.
Uuu, ja też podziwiam. :) Mój budzik dzwonił dziś pierwszy raz o 7:30, ale wstałem prawie dwie godziny później.
Michał:
27 kwi 2009 o 19:42.
Teraz robię to z coraz większą przyjemnością. Najwięcej dostarcza mi jej rower i basen, ale po wykonaniu każdego innego ćwiczenia też jestem zadowolony. Rower był troszkę zaniedbany przez ostanie lata. W sumie mało jeździłem rocznie i praktycznie intensywnie tylko w wakacje, a teraz jeszcze się kwiecień nie skończył, a ja już mam ponad połowę tego co zrobiłem podczas całego zeszłego sezonu.
@M.: Jak dojadę od strefy wiecznego dnia to zastanawiam się o której będę chodził spać;) W końcu wtedy każda pora będzie dobra do jazdy. Kto mi zabroni jeździć nocą;) Wszystko zależy od aklimatyzacji organizmu.
Rakietka:
27 kwi 2009 o 21:10.
Psychol. ;)
Michal:
27 kwi 2009 o 22:29.
@Michal – zasadniczo mozesz rower oprzec o drzewo. Niezasadniczo to tak jak powiedziales za duzo tam Polakow:/ Lepiej pomysl o lepszym zabezpieczeniu – niekoniecznie metalowe siatki. W Oslo najbardziej popularna metoda pozyskania roweru (szczegolnie przez studentow) to zabranie jakiegos z ulicy. W akademiki gdzie mieszkalem prawie kazdy mial rower, ale malo kto go kupil wiec jak sam widzisz…
Norwedzy sa natomiast bardoz uczciwi, wiec jak spytasz kogos czy mozesz postawic rower w ogrodku, to mysle ze nie bedzie problemu a i na jakis obiad i pogadanke sie mozna zalapac…:)
Michał:
28 kwi 2009 o 8:31.
Tylko jakie to zabezpieczenie powinno być. Można spinać sakwy linką tak by nie dało się ich zdjąć z bagażnika. Wtedy z kolei można otworzyć sakwę, choć to troszkę bardziej podejrzanie wygląda. Można też obwiązać całe, ale jak się to zrobi skutecznie to obawiam się, że i samą sakwę da radę uszkodzić taka linka.
Tak straszysz tym Oslo, że nie wiem czy się tam na długo zatrzymam:/ Zresztą dużo już widziałem. Chciałbym w sumie objechać tylko dzielnice nadmorskie i wejść może do ratusza, ale popłakałbym się gdybym stracił rower na początku podróży.
Asia:
28 kwi 2009 o 10:21.
Tak wcześnie rano!! No to widać, że faktycznie w strefie wiecznego dnia będziesz się czuł jak ryba w wodzie :P
Nathanel:
28 kwi 2009 o 10:39.
Hej!
Od koleżanki dostałem linka do tej strony i… zaparło mi dech w piersiach. Zawsze chciałem wziąć udział w czymś takim ale też zawsze myślałem że to nieosiągalne dla „zwykłych” ludzi. Ty pokazujesz, że każdy może spróbować. Życzę ci powodzenia!!
ganewa:
28 kwi 2009 o 22:00.
Michał, naprawdę Cię podziwiam… 5:20… Dla mnie to środek nocy;)
Michał:
29 kwi 2009 o 20:49.
Dziękuję bardzo za te wszystkie komentarze. Naprawdę są dla mnie bardzo ważne.
@Nathanel: Jasne, że każdy może. Wydaje mi się, że hasło: „Każdy ma swój własny Everest”, powinno być mottem każdego człowieka. Podziękuj serdecznie koleżance. Takie rozsyłana wici są dla mnie bardzo cenne. Szukajmy naszego Everestu.
landis:
29 kwi 2009 o 22:13.
moja mama również ma tą dziwną przypadłość, że zrywa się wcześnie z łóżka, by wyskoczyć na basen:) mnie z łóżka o tak wczesnej porze może wyciągnąć jedynie wyprawa w góry:) bez żalu zostawiam ciepłe sny i rozpoczynam dzień:) pozdrawiam













