14 Wrzesień 2009
Wyprawowe déjà vu
Autor: Michał. Kategorie: Ludzie .
Dwa dni temu dostałem mailem poniższe zdjęcie. Autorem zdjęcia jest Péter, węgierski podróżnik, z którym spotkaliśmy się dwukrotnie w Skandynawii. Oboje żałujemy, że nie było więcej czasu by wymienić swoje doświadczenia na wspólnym biwaku.
Pétera po raz pierwszy spotkałem. Na południu Szwecji w rejonie Sztokholmu. Ja zmierzałem na zachód by drogą E18 dostać się do Oslo, a on miał zamiar przeprawić się promem do Helsinek i z stamtąd atakować Nordkapp. Węgier był pierwszą osobą, na mojej drodze, która swoją obecnością dodała mi otuchy. Nie byłem jeszcze wtedy doświadczony w pokonywaniu ruchliwych miast na moich trzech kołach. Péter posiadał odbiornik GPS i z jego pomocą starał się przejechać przez miasto, a mnie udzielił praktycznych wskazówek opowiadając skąd przyjechał. Cel mieliśmy jeden i na pożegnanie powiedziałem – Pewnie spotkamy się jeszcze na północy. Nie byłem jednak tego pewien.

No i spotkaliśmy się na przeprawie promowej w Jektvik, stąd płynąc promem przekracza się Koło Podbiegunowe. Péter zjechał z promu i zaczęliśmy rozmawiać tak jak to normalnie było podczas wyprawy. Wymienialiśmy się doświadczeniami. Wstyd mi się do tego przyznać, ale w pewnym momencie spojrzałem na opony (nowy model Schwalbe Marathon Supreme) i resztę roweru. Krzyknąłem – I met you on south of Sweden. Znajomemu też przypomniała się moja postać sprzed kilku tygodni. Nie było czasu na dłuższą rozmowę, ponieważ ja musiałem wsiąść na prom. Wymieniliśmy się kontaktami i uściskami dłoni. Nie mogliśmy uwierzyć, że świat jest tak mały i możliwe jest by na tych bezkresnych przestrzeniach spotkać kogoś ponownie.
Komentarze (14)
michalD:
17 wrz 2009 o 13:06.
dziwny jestes … poznajesz Polakow po przyczepce, Wegrow po oponach…
michalD:
17 wrz 2009 o 13:50.
pewnie po szumie wentylatorka w laptopie:PP
Michał:
17 wrz 2009 o 13:57.
No już nie nabijajcie się ze mnie. To, że ja mam takie spaczenie na punkcie rowerów to już tak jest;) Ale znajomi uważają, że nie jestem męczący i jeszcze mój rower nie ma własnego imienia :)
michalD:
17 wrz 2009 o 16:28.
no pewnie ze Cie podziwiamy…
„Ale znajomi uważają, że nie jestem męczący i jeszcze mój rower nie ma własnego imienia”
JESZCZE? tzn nie mozesz sie zdecydowac?:)
Michał:
17 wrz 2009 o 17:09.
Bardzo śmieszne ;) Nie starałem się nigdy nazywać;) nawet nie wiem dokładnie ile waży.
osa:
17 wrz 2009 o 20:18.
No jak możesz nie wiedzieć ile Twój podopieczny waży? Patrzysz jak rośnie, jak się zmienia i rozwija, a nie kontrolujesz wagi… toż to poważne zaniedbanie ;) Tym się powinien zająć Wydział V Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego Katowice-Zachód ;)
michalD: my się w końcu doigramy… i nas nie wpuści na slajdowisko ;)
michalD:
17 wrz 2009 o 20:49.
spoko obiecalem mu piwo – wiec mnie wpusci – informatycy dla darmowego piwa zrobia (prawie) wszystko;]
Michał:
17 wrz 2009 o 21:25.
Serio aż tak źle z nami :> :) Też robisz opnie. Ty wiesz jaką ten blog ma oglądalność. Jutro w Fakcie już będzie, że jesteśmy alkoholikami, a nie podróżnikami
osa:
18 wrz 2009 o 21:47.
Michał ale spójrz na to obiektywnie… gdzie najpierw pojechała wycieczka informatyków sponsorowana przez Dziekana? Na piwo do Żywca :) dopiero po wypiciu złocistego napoju autobus pojechał do elektrowni w Porąbce ;)
michalD:
19 wrz 2009 o 22:35.
@Michal: prawda w oczy kole… a co do „alkoholikow” – to ja tego nie powiedzialem;]
@osa: a widziales wycieczke bez piwa?:]
A co informatykow i tego co jedza/pija: http://valleywag.gawker.com/tech/google/google-snack-rooms-152676.php
IBM w Winchester kolo Londynu ma podobne pokoiki … tylko ze w renesansowym palacyku;]
osa:
21 wrz 2009 o 15:10.
@michalD: no nie widziałem ;) tylko mnie ta kolejność nieco zaskoczyła ;)
Google wie co jest potrzebne informatykom żeby ich mózgi dobrze pracowały… duuuużo glukozy :)
michalD:
22 wrz 2009 o 9:23.
@osa: kolejnosc bierze sie z aktualnych potrzeb – widac dawno (np od paru godzin) nie pili piwka:)













