5 Wrzesień 2010
Tym razem pieszo
Autor: Michał. Kategorie: Blogger; Wiadomości .
Ten rok wywrócił wiele rzeczy na zupełnie inną stronę. Wakacje wydawały się niemożliwe do realizacji, brakowało pomysłu, ludzi, urlopu. W końcu kiedy już wydawało się, że po prostu wyjadę samotnie z bliżej nieokreślonym kierunku, powrócił pomysł stary jak wspomnienie z mojej rowerowej wyprawy. Przejść pieszo przez Rallarvegen i Hardangerviddę. No to idę…
Za sprawą terminu przydzielonego mi urlopu pomysł okazał się być mniej różowy niż wyobrażałem go sobie rok temu. Temperatury w czerwcu są zdecydowanie inne niż we wrześniu, a taki jest właśnie termin tego wyjazdu. Pojawiły się jednak inne kolory tego miejsca. Z każdej strony zapewniano mnie jak piękne są okolice, które wybrałem i jakiej wartości estetycznej nabierają jesienią. Ciągle jednak kuł mnie gdzieś w bok fakt przenikliwego chłodu, który można spotkać na miejscu.
Zacząłem więcej czytać o regionie. Oglądałem zdjęcia i zapiski z wyjazdów innych Polaków, uzupełniłem sprzęt. Przygotowanie rozeszły się na wiele wieczorów, które spędzałem na odwiedzaniu sklepów, stron internetowych i pisaniu maili. Organizacja wyjazdu okazała się być znacznie trudniejsza niż rok temu. Teraz 8h dziennie trzeba pracować, by było miedzy innymi za co opłacić bilet lotniczy.
Co nas nie zabije to nas wzmocni tak chyba podeszliśmy do tego wyjazdu, ponieważ chwilę przed rezerwacją biletu lotniczego okazało się, że na Hardangerviddę jedziemy w dwójkę. Trudy wyjazdu rozłożą się tym samym na dwie osoby, ponieważ raczej nie mam wątpliwości, że pod pewnymi względami będzie to wyjazd znacznie trudniejszy niż długa wyprawa rok temu. Posiadając w zanadrzu tajna broń w postaci dobrego humoru Gosi na pewno damy radę.
Tym samym po raz pierwszy można dumnie wydzielić w drużynie dwie podstawowe funkcje. Mamy kucharza i lekarza wyprawy, przy czym za posiłki odpowiadam, o zgrozo, ja. Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć jak przygotowywałem zestawy śniadaniowe dla naszej dwójki. W ciągu dnia wcinamy batony, a wieczorem obiad liofilizowany. Mamy kilka zastosowanych patentów i tego będziemy się trzymać. Porcje żywnościowe są wyliczone i ograniczone, ale nie mamy inne go wyjścia. Trekking trwa 10 dni i wszystko co zjemy musimy przenieść na swoich plecach. Nie ma pewności czy będzie możliwość jakiegoś zaopatrzenia po drodze.
Plan ogólny jest znany i mam nadzieję, że nie trzeba będzie go drastycznie zmienić, bo może zrobić tylko to pogoda lub jakieś inne przykre wydarzenia. Zwiedzimy fiordy pomiędzy Flam i Gudvagen, przejdziemy z Myrdal do Finse szlakiem Rallarvegen, a następnie będziemy się włóczyć przez Hardangerviddę odwiedzając m.in. Trolltungę, czyli jedną z tych słynnych skał w Norwegii. Wszystko wyjdzie jak zwykle w praniu, a Wy będziecie to mogli zobaczyć po powrocie na zdjęciach.
Już teraz podziękowania należą się kilku osobom, bez których ten wyjazd byłby znacznie trudniejszy. Włodek dostarczył nam norweskie mapy. Z Pawłem spotykamy się jutro w Drammen by odebrać nasze butla gazowe. Obydwaj z Klubu Zdobywców, o którym pisałem wcześniej. Gosia z GT WERTEP pożyczyła nam swój sprzęt warty grubo ponad 1000 zł. Mój znajomy Kent z Oslo ugości nas na dwie noce w stolicy kraju. Wszystkim bardzo dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie.
Tym razem nie będzie relacji LIVE i innych ciekawostek. Po pierwsze prawdopodobnie spotkają nas problemy z zasięgiem GSM, a po drugie energia w komórkowych akumulatorach jest bardzo cenna i musi nam starczyć na cały trekking. Trzymajcie mocno kciuki za nas i dopingujcie jak potraficie. Na pewno to pomoże na szlaku i po powrocie tutaj przed komputer. Do usłyszenia.




Komentarze (9)
Pawel Arczewski:
5 wrz 2010 o 23:30.
Powodzenia! Wybieracie się w super miejsca. Czekam na zdjecia i relacje, pozdrawiam Pawel
Czajna:
5 wrz 2010 o 23:51.
Życzę wygodnych butów i pięknych widoków! :)
osa:
6 wrz 2010 o 20:37.
O wszystkim napisałeś oprócz daty wylotu ;-) a jestem zbyt leniwy żeby szukać w poprzednich postach (bo nawet nie pamiętam czy gdzieś padła) tak więc od dziś ze zdwojoną siłą trzymam kciuki! Przetrzyj szlak i może innym (czyt. mnie) uda się tam w końcu wybrać bo już stanowczo za długo nie byłem w Norge! Jestem pewien że czytelnicy swoimi pozytywnymi myślami ogrzeją Wam te wrześniowe norweskie powietrze, żeby Was gdzieś jakiś przymrozek (tfu tfu) nie dopadł!
Wracajcie cali, zdrowi i zadowoleni! :)
pio1k:
6 wrz 2010 o 21:05.
Trzymam kciuki za wyprawę:) Czekam na relację – zarówno słowną jak i fotograficzną :)
Michał:
17 wrz 2010 o 22:19.
Wracam juz w poniedzialek. Te da tygodnie minely bardzo szybko. Znow sa kolejne rzeczy do zrobienia na pozniej;)
osa:
19 wrz 2010 o 23:32.
Super! Czyli nie przymarzliście do płaskowyżu :) No to czekam na szybką relację… choćby bardzo skrótowej :)
koszulka:
20 wrz 2010 o 17:23.
Wróciliście?? Halo, halo???
Michał:
20 wrz 2010 o 22:56.
Dziś po 20 na dobre usiadłem w domu, od razu zacząłem zgrywać zdjęcia :)
koszulka:
21 wrz 2010 o 9:43.
No bardzo dobrze, to ja czekam na fotosy bo bardzo ciekawa jestem :)
Pozdrawiam!













